cichodajka blog

Twój nowy blog
Trochę mnie tutaj nie było, bo miałam dość zajęć i obowiązków, by tego bloga zepchnąć na dalszy plan. A przy okazji miałam cichą nadzieję, że nie dokarmiając nowymi notkami różnego typu trolli odwiedzających ten blog, pozbędę się na dobre wszystkich tych, których chciałabym się pozbyć. Taki jeden może wreszcie dojrzał (40stka na karku, więc chyba najwyższy czas?), inny może dorósł i wreszcie przestanie się kąsanie mnie przy każdej nowej notce. Zapewne szybko dorobię się nowych trolii, no ale cóż…
Ciekawe, gdybym tego bloga zaczynała nie przed 7latami, a dzisiaj. Znów miała te niespełna 17lat, znów pisała to, co 17latka potrafi zrobić ze starszym facetem, czy ciągle byłabym tak samo odbierana, piętnowana, wyzywana od dziwek (to najłagodniejsze z określeń, które setki razy były tu wobec mnie stosowane). Może teraz, w dobie ogólnodostępnych nastoletnich cicho i głośnodajek, byłabym taką normalnością, że po prostu zanudzałabym Was totalnie? 
Przes ostatnie kilka lat konkurencja wyrosła mi WIELKA. W każdej wielkomiejskiej galerii handlowej, na każdym internetowym czacie, na każdym serwisie społecznościowym, na forach dyskusyjnych, itp. można spotkać tysiące nastoletnich umilaczek męskiego życia. Ciekawe, czy i dzisiaj, po obejrzeniu przez tych najzagorzalszych moich tępicieli filmu „Galerianki”, „Świnki”, itp. ci ciągle uważaliby, że jestem taka zła, bo cipki używam nie tylko z tym jednym Jedynym z wielkiej miłości. 
Czasy się zmieniają i to prędzej ja jestem bliższa dzisiejszej „normie”, niż ci, którzy mnie tu przez ostatnie lata wytykali. Mnie jednak ciekawi, czy to taka polska norma, by anonimowo, zza klawiatury wyzywać wszystko i wszystkich, czy to jednak wrodzone obawy, że jednak taka cichodajka może Wam odbić chłopaka, narzeczonego, męża, tudzież że na taką cichodajkę może wyrosnąć Wasza córka, a może, że na taką cichodajkę po prostu Was nie stać? 
Domyślam się, że odpowiedzi na te pytania i tak nie dostanę, więc niech pozostaną owe retorycznymi. 
Aa… i jeszcze mała wskazówka dla wszystkich tych, którzy do mnie dzwonią próbując się umówić, albo przynajmniej zasapać mi do słuchawki, lub wpuścić do mikrofonu swojego telefonu trochę nasienia, by mi głośniczkiem mojej słuchawki wleciało do ucha, czy gdzie tam sobie marzą… Nie tak to się ze mną robi! No i ci wszyscy SMS-ujący wieczorową lub nocną porą. Sorry, ale mam dość wiadomości typu:
„Cześć, Wera!”
„Co słychać?”
„Co u CB?”
„Jak leci?”
Albo wszelkiego typu pryszczatych nastolatków, tudzież 20latków, którzy przechwalają się, czego to by mnie mogli jeszcze w łóżku nauczyć. Wiem, że pieprząc w dyskotekowej toalecie, jakąś naćpaną małolatę myślicie, że jesteście najlepszymi kochankami świata, ale sorry… nauczyć to mnie niczego już chyba w TEJ kwestii nie możecie!

 

Byłam kilka dni temu w markecie. Kupując swoje ulubione czekoladki zauważyłam tuż obok mężczyznę kupującego słodycze… Nie wiem, czy mój zmysł obserwacji jest tak dobrze rozwinięty, czy po prostu potrafię rozpoznać ciemną stronę mocy (tudzież erotycznej niemocy?). 

Facet wyglądał dokładnie tak, jak każdy z nas stereotypowo wyobraża sobie pedofila. Po 40-stce, z łysiną zakrywaną „pożyczą” z owłosionych jeszcze okolic głowy, okulary w oprawkach z minionej epoki, obślizgłe usta i dziwnie tępy, wręcz jakby martwy wzrok. Wydatny brzuch „wylewający się” z bardzo wysoko podniesionych spodni, spodnie prane od zesztywnienia do zesztywnienia. Zapewne samotny, bo żadna troskliwa żona faceta tak strasznie ubranego i zaniedbanego by z domu nie wypuściła…


Jednak prócz wyglądu kampanijnego „Wojtka, który też ma 12lat”, bardziej podejrzane wydało mi się jego zachowanie. Błądził pomiędzy półkami ze słodyczami i brał wszystko, co popadnie. Kochający tatusiowie dobrze wiedzą, co lubi jeść ich dzieciak, ale ten facet… On biorąc do ręki każdy baton, czekoladkę czy inną słodycz i wrzucając je do koszyka miał minę… PEDOFILA! Poprostu w jego oczach widać było podniecenie, wyobrażanie sobie, jak małolat czy małolatka za owego batonika będzie musiał się odwdzięczyć… I ten wzrok… I to oblizywanie obślizgłych warg wyglądających jak dżdżownica z przepukliną… I zerkanie na telefon, czy już odpowiednia godzina, albo czy małoletni kochanek (lub kochanka) wysłał SMSa, że wyrwał się już z domu czy ze szkoły i zaraz będzie „randka”.

 


Nie wytrzymałam. Poczekałam przy kasach, by zobaczyć, czy miałam rację. Poszłam za facetem i… się nie pomyliłam! Przyszywany tatuś tudzież „dobry wujek” z torbą pełną słodyczy i nie wiem czego jeszcze usiadł przy może 10-12letnim chłopaczku. Coś tam pogadali i… i miła Weronika mogła zrobić jedną z dwóch rzeczy. Pozwolić gówniarzowi popsuć sobie zęby taką ilością słodyczy, albo popsuć pedofilowi dalszą część dnia. Chciałam podejść i udając np. kuzynkę czy znajomą tego malucha zobaczyć reakcję „wujka”. Jednak postanowiłam, by może ochrona marketu na coś się czasem przydała.

Powiedziałam panu w uniformie z krótkofalówką w ręku o swoich podejrzeniach. Poinstruowałam, że jak facet się będzie opierał to ma prawo dokonać obywatelskiego zatrzymania i poczekać na przyjazd policji, której „wujek” będzie musiał się wytłumaczyć. Że należy mu powiedzieć, że całe jego zakupy i nagabywanie małolata są nagrane na sklepowym monitoringu i ewentualne uciekanie czy stawianie oporu nic mu nie da. Przyszedł drugi ochroniarz, więc wzięłam ich dane i powiedziałam, że albo ten pedofil wyjdzie z tego marketu w asyście policji, albo oni jutro wylecą z roboty. Wszystko będę obserwowała.


W swoich prośbach i groźbach jestem na tyle skuteczna i przekonująca, że ochroniarze zrobili to o co poprosiłam. Obserwując ich z pewnej odległości widziałam, że trafiłam w 100%. Po krótkiej rozmowie facet bez oporu poszedł w asyście dwóch ochroniarzy, a trzeci został z małolatem przy ławce. 

Niestety nie miałam czasu śledzić dalszego toku postępowania, ale swój obywatelski obowiązek spełniłam. A jak Wy byście się zachowali? Oczywiście pewnie nawet nie zauważylibyście tego faceta, ale za to po powrocie do domu i wejściu na mój blog wielu z Was swój obowiązek obywatelski spełnia wyzywaniem mnie tutaj od… 


A tak na marginesie teraz już wiem, co znaczy opis WOLNA na profilach nastolatek na Naszej-Klasie, czy Fotka.pl… Sprawdźcie profile swoich córek czy wnuczek i zapytajcie, ile godzina takiej „wolności” z nimikosztuje…

A może zamiast poradni seksualnej… otworzyć forum wymiany rozkoszy?

Dziesiątki facetów prosiło mnie o namiary do lasek podobnych do mnie (podobnych wysokim poziomem seksualnego zainteresowania płcią przeciwną;). Setki dziewczyn prosiło o namiary na moje koniki, albo na kolegów tychże hojnie obdarzonych koników, tudzież hojnie się odwdzięczających za miłe chwile we dwoje. Ot takie połączenie przyjemnego z pożytecznym już nie tylko dla samolubnej mnie, ale i dla tych, którzy lubią to ze sobą łączyć…
Oczywiście, by tu zaraz nie być przez dewotów i polski wymiar nieSprawiedliwości oskarżana o czerpanie korzyści z cudzego nierządu – od razu informuję, że nie chcę żadnych korzyści! Niech korzystają ci, którzy do seksu podchodzą w sposób bardziej otwarty niż średnia krajowa.
Co Wy na to?

Coście Wy mężczyznom zrobiły, o kobiety? – chciałoby się, parafrazując słowa Norwida powiedzieć o wielu dzisiejszych Polkach. Tyle razy zastanawiałam się, czy ja naprawdę jestem tak inna od ogólnie przyjętych norm zachowań zarówno społecznych jak i seksualnych? Czy lubię facetów tak bardzo (powtarzam – serdecznie ich LUBIĘ, a nie ślepo KOCHAM), że tłumaczę ich różne „cne” i niecne występki zwalając lub chociaż dzieląc winę na nas, kobiety?

Gdy byłam młodsza i niezobowiązująco umilałam czas tym wszystkim zapracowanym młodym yuppies-szonom myślałam, że w ich jakże aktywnym, dynamicznym i szybko się zmieniającym życiu są znużeni jedną i tą samą kobietą. Tak więc raz na jakiś czas skaczą sobie „w bok” z małolatą, by ich wysokooktanowy testosteron dostał należyte ujście. Teraz już wiem, że tak naprawdę dla wielu z nich sex ze mną był tylko efektem ubocznym, bo tak naprawdę w bliskości ze mną szukali chyba czegoś innego…
Oczywiście byli tacy, którzy mogli przez kilka godzin nie wychodzić z łóżka i aktywnie spędzać w nim ze mną czas. Było nam miło, rozkosznie, a dla nich jakże różnie od monotonii ich domowej alkowy. A przede wszystkim, zawsze kilka godzin po telefonie do mnie… BYŁO.

Nigdy nie wierzyłam w to ich użalanie się, że ich dziewczyna, narzeczona czy żona ciągle wymyśla sobie jakieś wymówki, by do łóżka w celach seksualnych w ogóle się nie zbliżać. Wracały z pracy czy z uczelni zawsze zmęczone, często wkurzone, robiły już na początku wspólnego wieczoru jakiegoś focha, by budzący się w facecie nastrój i apetyt na małe, nocne „co nieco” zdusić już w zarodku. Dlatego następnego dnia dzwonili do mnie i dostawali to, co w domu mają tak reglamentowane.
Zapewne czuli się jak klienci sklepu mięsnego w czasach PRL-u, kiedy to klienci dostawali raz w miesiącu karki na mięso… Tylko, że w przypadku moich biednych, zaniedbywanych w domu koników zamiast 500g czy 300g mięsa było 15 lub 9 minut był seksu klasycznego. O takich rarytasach jak lodzik „do końca”, wytrysk na twarz, czy seks w miejscach publicznych moje koniki mogły zapomnieć tak samo, jak 30lat temu ludzie nie znali smaku szyneczki, baleronu i innych frykasów od rzeźnika. Po odcięciu przez faceta kilku kuponów następowała często kilkutygodniowa posucha.

Dlaczego tak wiele kobiet sex traktuje jako smutną konieczność? Czy to wychowanie w tym katolickim kraju tak zmieniło ich światopogląd, że zmieniły się ich naturalne potrzeby? Wolą przywiązać się do krzyża przed Pałacem Prezydenckim, niż leżeć „krzyżem” przed swoim facetem?! Czy przekonywane przez księży na religii, przez rodziców w domu, że seks przedmałżeński to straszne zło, a bezproduktywny (w postaci dzieci) seks małżeński to zło wcale nie mniejsze, wolą już w ogóle go nie uprawiać, niż cokolwiek z nim robiąc – grzeszyć? I gdy tylko facet jest na tyle do nas przywiązany, że nie trzeba już się starać, być zawsze piękną, rozwarta i gotową, można go traktować jak psa, który raz na jakiś czas dostanie jakiś ochłap z naszego ciała zamiast codziennie świeżutki, smaczny kąsek?

NIE ROZUMIEM TEGO!
Byłam w stałym związku i nigdy nie przyszło mi do głowy, by facetowi odmawiać tego, co mi samej daje tyle przyjemności. A jak się pokłóciliśmy, to mimo, że przez cały dzień byłam „twarda”, nie odzywałam się i nie przepraszałam go, nawet jeśli kłótnia była zawiniona przeze mnie… Ale w nocy „miękłam”, by stwardnieć mogło coś innego i dać mi/nam dużo radości, tak mi po tym irytującym dniu potrzebnej… Ale specjalnie prowokować kłótnie, by mieć „spokój” z facetem w nocy? Mam tylko nadzieję, że mnie nigdy takie odstawianie faceta od siebie nie będzie dotyczyło.

A może one boją się tego, że po jakimś czasie w związku, gdy facet spróbował już ze swoją kobietą wszystkiego na co ta się zgodziła i że może pewnie wkrótce chciałby jej proponować nowe łóżkowe atrakcje, ta wycofuje się na tyle, by już zwykły seks raz na jakiś czas był dla niego czymś niezwykłym? Tego się boicie? Myślicie, że odzwyczaicie faceta od seksu? To tak, jakby próbować oduczyć psa jedzenia…

Bo partner lubi spontanicznie podgryzać czy malinkować swoją kobietę podczas seksu i później musi się ona strasznie kamuflować z „pamiątkami” po upojnej nocy. 
Bo facet jak się rozkręci to później pół nocy się budzi robiąc drugie czy trzecie podejście i nie daje jej się wyspać.
Bo pościel trzeba codziennie zmieniać, by nie było na niej plam po spermie.
Bo to, owo i pstro…

A później muszę odbierać po kilkanaście telefonów dziennie z pytaniem, czy możemy się spotkać. Pewnie, że możemy. Nawet jak byłam w związku to się spotykałam. Ostrzegałam, że jako wierna swojemu facetowi kobieta, a nie napalona wolna licealistka mogę się spotkać tylko na kawę czy lunch. I co się okazało… Że większości moich dawnych ogierów to wystarczało!
C.D.N.


Wróciłam!

Nie było mnie tu „trochę”, bo… zapomniałam hasło!:)

Pamiętajcie zatem, że narząd nieużywany zanika (stąd obecnie tyle bezmózgów szczególnie w polityce i w Internecie). Narząd zanika, a hasło nieużywane jakoś tak samo się… zapomina;)
No, ale dzięki uprzejmości administratorów blog.pl ponownie tutaj jestem. Teraz już nawet nie pamiętam, jakie było pierwotne założenie sond, które poniżej zamieściłam. Jak sobie przypomnę, to po przeanalizowaniu otrzymanych wyników napiszę, czy potwierdziły one moje założenia, czy im zaprzeczyły.
Teraz wracając do przeszłości…
Blog ma już ponad 6lat. Gdyby był dzieckiem, to poszedłby od września do podstawówki. Ale dzieckiem nie jest, a tworem bardziej dojrzałym. I chociaż ostatnio jego blask przygasł, to jednak postanowiłam go odkurzyć, odświeżyć i częściej na niego zaglądać.
Robię to nie dlatego, że chcę wydać drukiem drugą część bloga. Nie dlatego, że zazdroszczę właścicielkom blogów o Emo, o Hello Kitty, o tipsach, itp. wysokiej odwiedzalności czy internetowej mikrosławy.
Wróciłam, bo widzę, że przez te 6lat wiele się zmieniło. W świecie, w Polsce, w polityce, a przede wszystkim w najbardziej mnie/Was tu interesującym… seksie! Jestem ciekawa wielu aktualnych kwestii „łóżkowych”, które można poruszyć w 2010 roku. Jestem ciekawa reakcji tych, którzy 5-6lat temu wyzywali mnie tu od… wiadomo kogo za to, że uprawiałam niezobowiązujący seks ze starszymi facetami. Oj jaka ja podła byłam. Bo nastolatka pieprzy 30latków. Bo wolna, a zadaje się z żonatymi. Bo ksiądz kazał dopiero po ślubie, tylko z żoną, „po bożemu”, bez zabezpieczeń, a ja pieprzyłam się bez świętych więzów małżeńskich, zabezpieczona pigułkami w sposób i pozycjach, których niektórzy nie widzieli nawet w cyrku.
A teraz… Teraz 15letnie gimnazjalistki idą na imprezę z kolegami, wypijają po dwa piwa, kładą się złączone głowami ze sobą, a ich koledzy (oczywiście rówieśnicy) poruszając się zgodnie z ruchem wskazówek zegara idą i kopulują ze wszystkimi po kolei i wygrywa ten, który najdłużej wytrzyma (tzn. najpóźniej wytryśnie). Mam nadzieję, że w owo „słoneczko” bawią się dzieci tych, którzy najgłośniej mnie tu wyzywali od dziwek, kurew, prostytutek.
Dla tych, którzy o „słoneczku” nie słyszeli: Słoneczko filmowo Słoneczko obrazowo

Wróciłam. Byłam, jestem i zapewne jeszcze będę!

Zapewne wielu z Was już zwątpiło, że mnie tutaj jeszcze ujrzy, a tu taka niespodzianka (ciekawe, dla kogo miła?;)
Moim wiernym Czytelnikom jestem winna wyjaśnienia. Przez ostatni czas (Matko!, ile mnie tutaj nie było?) byłam zajęta to uczelnią, to pracą (tak, szlifuję już swoje CV), to pochłonięta związkiem, więc musiałam zaniedbać moje „dziecko”, czyli tego bloga.
Ale teraz wiele rzeczy się w moim życiu zmieniło. Przede wszystkim odszedł z mojego życia największy pożeracz czasu… – facet!
Czy odszedł On ode mnie, czy ja od Niego, obydwoje tego nie wiemy. Chyba po prostu… brakowało nam wolności. 23-25lat to jeszcze nie ten czas, by wiązać się na stałe. A zatem wróciła „stara”, dobra Weronika, która z przykrością musi stwierdzić, że słowa „STARA” powoli będą musiały się obyć bez cudzysłowia.

A tak na marginesie: Oglądaliście może przesłuchanie Magdaleny Sobiesiak przed komisją hazadrową? Mała, cwana, wredna kobietka, która nie dała się zaszczuć, zagiąć, ani zastraszyć rządnym krwi członkom komisji (szczególnie członkini z PiS-u). Czy ktokolwiek oglądając jej występy i dobrą zabawę z członkami komisji chociaż przez chwilę pomyślał, że to … ja?
Ale polityki postaram się na tym blogu już więcej nie dotykać. Będzie tak, jak dawniej, czyli to, co Tygryski, a przede wszystkim Tygrysice lubią najbardziej:) A na rozgrzewkę w tę zimną porę mała sonda dla mężczyzn i kobiet. Mężczyźni, szczególnie Was o to proszę, byście odpowiadali zgodnie z prawdą, a nie z marzeniami;) Jeśli nie uprawiacie (jeszcze, już) sexu, jeśli uprawiacie go „sami ze sobą” to nie odpowiadajcie, bo zależy mi na jak najbardziej miarodajnych wynikach..
A do każdego swojego głosu możecie NA STRONIE OWEJ SONDY (poniżej wyników głosowania) dopisać swój komentarz. Mnie interesowałoby jedynie imię ankietowca (lub chociaż płeć), wiek, miejsce zamiezkania, oraz która z odpowiedzi została zaznaczona 1, 2, 3 czy 4?
A dlaczego takie pytanie w sondach – o tym wkrótce…

Mam dla wielu czytelników chyba miłą niespodziankę. Archiwum bloga właśnie zostało odblokowane, co oznacza, że wkrótce ukaże się niespodzianka w postaci… ale, żeby kolejny prezent mógł cieszyć tak, jak powinien, nie należy się nim chwalić przed jego Wam wręczeniem…:)
Tak więc życzę Wam szczerze rodzinnych Świąt.

Dlaczego seks spowszedniał…?
Takie pytanie padło w komentarzu pod poprzednią notką. Czemu dawniej seks (kiedyś TO było nazywane jedynie kochaniem się) był czymś pięknym, opiewanym w książkach, pieśniach, filmach (oczywiście nie porno XXX, a tych romantycznych). A teraz… czemu teraz dziewictwo dla wielu gimnazjalistek jest mniej warte niż komplet książek do pierwszej klasy ogólniaka? 
Dlaczego obecnie małolaty najczęściej nie mają tych swoich „drugich połówek”, ukochanych, Misiów – Pysiów, Kotków – Myszek, a tylko „kolegów” i „koleżanki” (oczywiście z seksualnym nacechowaniem tych znajomości).
Bo takie są czasy? Takie jest dzisiejsze wychowanie (tudzież w czasach pogoni rodziców za pieniędzmi brak owego wychowania). Doskonale się domyślam, że za 10-20lat takiego bloga jak mój mogłaby prowadzić co druga nastolatka z każdego „normalnego” domu. Dlaczego?
1. Bo teraz już mamy i babci się nie słucha, że „wianuszek” zwany później cnotą, a obecnie sim-lockiem trzeba donieść do ślubu, oddać go mężowi w noc poślubną i w ogóle cipki używać tylko w zbożnych celach. Teraz słucha i ogląda się przeogromne zasoby Internetu. A łącza coraz szybsze – czytałam opracowanie, że szybkość łączy rośnie przez… pornografię! Na normalny film pójdzie się do kina, obejrzy się go na Cyfrze + czy HBO, ewentualnie wypożyczy się go na DVD, ale co z pornografią? Pornografię i wszystko co związane z seksem trzeba anonimowo ściągać z Netu! Kin z filmami XXX w większości krajów świata nie ma, w wypożyczalniach wstyd TE rzeczy przeglądać i wypożyczać, więc wszystko ściągane jest z Netu. Rihanna wypuściła nowy singiel – 100tys. ściągnięć na godzinę, Rihanna pokazała cipkę – 1 milion ściągnięć per hour.
Pokolenie Internetu będzie najbardziej pieprznym pokoleniem jakie do tej pory stąpało po ziemskim globie – umówić się na seks można przez tysiące stron internetowych, pobajerować jednocześnie kilkanaście osobników płci przeciwnej i… Gdybym chciała umówić się z każdym facetem, który do mnie napisał, to mój kalendarzyk byłby wypełniony już do końca życia… Emerytka Weronika miałaby ciągle ręce pełne roboty;)
2. Bo teraz seks jest bezpieczną i przyjemną formą zabawy. Coraz mniej stresu przed zajściem w ciążę (tabletki antykoncepcyjne, plastry, pigułki wczesnoporonne, itp.) powodują, że największy MINUS seksu niemałżeńskiego przestał istnieć. Gdyby nie AIDS i choroby weneryczne (ale kto, mogący sobie za chwilę przygodnie pofiglować myśli wówczas o chorobach, które gdzieś tam w świecie dotykają jakichś mniejszości seksualnych czy narkomanów?) to seks byłby dostępny jak marihuana w amsterdamskich coffe-shopach. A tak trzeba przejść kilka ulic dalej do dzielnicy czerwonych latarni i otrzymać za drobną opłatą seks w dowolnej formie, sposobie wykonania, kolorze wykonującej (lub wykonującego).
Seks stał się potrzebą chwili. Sposobem na rozładowanie stresu, zabicie nudy, podniesieniem swojego ego, załatwienie potrzeby fizjologicznej. Coś jak sięgnięcie po puszkę coli z automatu, gdy dopadnie pragnienie. By zobaczyć, jak to wszystko wygląda w praktyce wystarczy pójść na dowolną domową imprezę małolatów. Trochę alkoholu, trawki i imprezka zamienia się w małą, prywatną orgię czy swinger party! 

Sperma…
Dlaczego nacechowanie tego słowa jest tak negatywne? Czemu bardziej wypada powiedzieć nasienie, niż owo sperma? Bo TO też jest słowem tabu, jak większość rzeczy dotyczących seksu? Niezależnie od tego, jak TO nazwiemy może to służyć wielu celom.
Cel wyznaczony przez naturę – zapłodnić samicę wszystkich gatunków zwierząt (z Homo Sapiens na czele). Oczywiście z nasienia można także zrobić maseczkę kosmetyczną (gdy partner lubi, gdy jego gorący sok ląduje na twarzy jego partnerki), czy produkt spożywczy (gdy facet karmi swoim ejakulantem kobietę), ale ja dziś mam pytanie do wszystkich domorosłych seksuologów, którzy na moim blogu wielokrotnie zabierali głos. Jak sami nie znacie odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania, podeślijcie proszę link do jakiegoś wiarygodnego miejsca w sieci, w którym się oświecę w tejże kwestii… A problem jest taki:
Moja przyjaciółka chce wraz ze swoim partnerem począć Owoc ich miłości. Od dawna żyją z myślą o tym, by wszystko było możliwie w jak najlepszym porządku. Wiele miesięcy temu rzucili używki (kawa, alkohol, sporadyczne popalanie papierosów, itp.) Ona zwolniła się ze stresującej pracy, on przestał nosić w kieszeniach trzy telefony komórkowe, by nie promieniowały mu na jądra, przestał brać laptop na kolana, itp. Żywią się tak zdrowo, jak tylko mogą. Codziennie biegają, zaniechali wychodzenia na imprezki, itp. I teraz pojawiła się ostateczna kwestia. Problem nasienia… O walory smakowe tego płynu można zadbać odpowiednią dietą, ale jak można zadbać o walory „użytkowe”? Które plemniki są lepsze – te kilka dni noszone w jądrach, czy te nowowytworzone po kilku wytryskach jednej nocy? Tak, TAK, są tacy którzy potrafią to zrobić kilka razy w ciągu jednej nocy:)
Ma ktoś jakieś informacje w tej dziedzinie? Dane? Badania? Własne doświadczenia? Jeśli tak, to poproszę o odzew. Oczywiście, w komentarzach pewnie nic nie dostanę (prócz codziennej dawki żółci od moich wiernych czytelników), ale od reszty proszę o odzew, bo chcę być matką chrzestną kogoś poczętego z maksymalnie wyrafinowanego nasienia:) Takie spermowe V-Power:)

Do Sławka odnośnie matki chrzestnej…
Notka była o spermie, która pewnie znów za bardzo uderzyła Ci do głowy, bo znów walnąłeś w katolicką nutę. Dzwony jasnogórskie za blisko i porannym „biciem” wyspać Ci się nie dają? Obecnie matki chrzestne dobiera się częściej przez pryzmat tego, na jaki prezent ją stać, a nie przez to, ile godzin spędza co tydzień w kościele albo ile modlitw potrafi zarecytować z pamięci. Ale Ty jesteś przewidywalny… Teraz do nowej notki dopisz, że może młodzież w Warszawie jest patologiczna i tylko by się pieprzyła, bo u Was, w Częstochowie to im tylko Jasna Góra w głowie i codziennie zdrowaśki. Gdzie na wakacje wyjeżdżasz? Wygrałeś może znów jakąś wycieczkę? Zrób zdjęcia i wrzuć coś nowego na N-K:)

Weronika – 5lat później…
Dawniej, rokrocznie pisałam jakieś podsumowanie kolejnego roku prowadzenia tego bloga. Podliczałam ilość gości, ilość SMS-ów jakie dostałam od czytelników książki, ilość e-maili od czytelników bloga, ilość komentarzy, itp. Obecnie nie mam na to ani czasu, ani tym bardziej ochoty. Ale żadnego znaku życia moich czytelników nie ignoruję…

Udzielałam ostatnio elektronicznego wywiadu i tak sama się zastanawiałam, co dał mi ten blog… I w pewnej chwili zrozumiałam, że dał mi WSZYSTKO!
Dzięki niemu dużo się nauczyłam. Poznałam wiele ciekawych osób. Nauczyłam się przeciskać swoje myśli przez młynek, którego sitko robili moi najzagorzalsi antagoniści. Nauczyłam się mieć dystans do tego, co, kto o mnie myśli. Poznałam, jak wielką potęgę ma słowo. Jak wielką odpowiedzialność spoczywa na kimś takim, jak ja. To, że w komentarzach ostatnio tylko pyskówki nie znaczy, że podobnie dzieje się w mojej skrzynce pocztowej. To właśnie tam ląduje najciekawsza część tego bloga. To właśnie mi zwierzają się zarówno nastoletnie dziewice, jak i zblazowani małżonkowie. To ja mam odpowiedzieć im na pytania typu: czy mają rozpocząć współżycie seksualne, a jeśli tak, to jak mają to zrobić, by jak najmniej bolało. To ja mam po zapoznaniu się z tasiemcowym opisem relacji małżeńskiej określić, czy należy się rozwieźć z kobietą, która robi swojemu mężowi takie rzeczy, których nawet czarna wdowa nie robi swojemu ukochanemu pajączkowi. To do mnie zwracają się ci, którzy nie mają odwagi zwrócić się do najbliższych, do przyjaciół, rodziny, poradni zajmujących się tym zawodowo. Wiem, że dla wielu jestem „ostatnią deską ratunku”, dlatego właśnie totalnie mogę mieć w mojej zgrabnej pupie pieprzenie półgłówków w komentarzowni.
Mailami do mnie przesyłanymi mogłabym spokojnie wypełnić rubrykę erotyczną w pismach dla nastolatków na kilka najbliższych lat. Poradź mi Weroniko…

Czasami zastanawiam się, ile ten blog jest warty (z badawczego punktu widzenia) dla wszelkiego typu socjologów, psychologów, badaczy natury ludzkiej. Często zamierzam gdzieś zaszyć się w głuchej puszczy i ogarnąć całokształt tego bloga. Przeczytać jeszcze raz te 5958 e-maili, które dostałam. Te kilkaset odpowiedzi na nie, które udzieliłam. Wszystko ładnie poukładać, odnowić kontakty, zapytać, co teraz się dzieje z tymi, którzy się wówczas do mnie odezwali…

Chciałabym zapytać koleżankę Jullę, Kasię i dziesiątki innych które kiedyś tam do mnie napisały, jak potoczyły się ich losy. Prosiły mnie o namiary na dzianych facetów, którzy chcieliby skorzystać z ich ciał, a czasami także i dusz. Od zawsze żywiłam się może naiwną nadzieją, że skoro nie dostały one ode mnie namiarów na moje konie, to może zaprzestały ich szukania, a pieniądze na studia, akademik, życie zdobyły w jakiś inny sposób…

Czasami zastanawiam się, jak głęboko mogłabym zaingerować w ludzkie życie. Kilka dziewczyn naprawdę młodych, z racji obaw przed rozpoczęciem współżycia z jakimś rówieśnikiem, by w razie, gdyby nie wszystko poszło tak, jak tego chciały, nie było siary wśród znajomych czy na osiedlu, że płakała podczas pierwszego razu, że zaplamiła kolesiowi pościel i łóżko, że zwymiotowała podczas robienia loda, itp. Prosiły mnie, bym podesłała im jakiegoś doświadczonego faceta, który je rozdziewiczy. Co by z nich wyrosło, gdybym im ich podsyłała…

To samo z SMS-owymi napaleńcami i setkami innych osób. Ludzie tu wracają zobaczyć, czy się zmieniłam, czy ciągle o TYM piszę:) Mam już prawie 23lata, więc seks nie jest dla mnie czymś tak niezwykłym, nowym, podniecającym, bym tuż po jego uprawianiu zasiadała do komputera i wszystko opisywała. Patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń widzę tę dawną Weronikę, która cieszyła się z każdego numerku tak, jak głupiutka blondyneczka z nowego ciuszka lub ładnego tipsa;) Ale czytelnicy tego bloga, jak na zwykłych Polaków przystało nie lubią ludzi szczęśliwych i we wszystkim tym, co było dla mnie normalne, doszukiwali się największych okropieństw…

Czy powiem swojemu facetowi, że robiłam to, co robiłam… A czy milion normalnych nastolatek mówi swoim facetom, że co sobotnią imprezę pieprzyły się z innym facetem? Dla zabawy, dla sportu, z powodu tego, że muzyka była drętwa i nogi wolały się rozewrzeć przed facetem, niż niemrawo tuptać po parkiecie. Statystyczna imprezowa 16latka miała w sobie więcej członków niż ja w ogóle widziałam, więc czego ja mam się bać? To jakiś kraj islamski w którym, gdy w noc poślubną nie zakrwawię pościeli swoją niewinnością, to małżeństwo uzna się za nieważne? Tudzież mąż będzie mógł mnie ukamieniować? OCKNIJCIE SIĘ!

Oj Sławek, Sławek…
Powiedzmy, że z racji na naszą starą zażyłość jeszcze coś Ci napiszę, byś znów nie zachodził się tam, przed tym swoim ciekłokrystalicznym monitorkiem krokodylowymi łzami. Wiesz… Lata mijają, ludzie się zmieniają, a Ty ciągle taki sam (co akurat w aspekcie, który mam na myśli nie jest wcale zaletą). Myślisz, że Nerio, Coolbikowa i reszta wesołej gromadki, która tutaj, na moim blogu się przed paroma latami poznała jest w tym samym miejscu, w którym byli przy pierwszej wizycie na moim blogu? Tak samo na niego reagują i komentują? Ta sama mantra? Czy Ty myślisz, że ciągle jesteś Sławkiem34? Nie pomyślałeś nigdy – o Panie Nieomylny – że głupie jest zamieszczanie w swym loginie rzeczy tak ulotnej, jak wiek…?
Doskonale rozumiem, że te 5 lat przez które prowadzę ten blog to dla mnie aż 1/4 życia, a dla Ciebie te 4lata, które tutaj jesteś i komentujesz to zaledwie około 10% Twojego żywota, więc nie musiałeś się zmienić tak, jak zmieniłam się ja. Chociaż jak widzę, już nie warujesz jak pies na mym blogu i nie wrzucasz komentarza kilkanaście minut po mojej nowej notce, po każdej mojej ripoście. Pewnie blogów, których autorów chcesz zniszczyć masz wiele, więc dłużej muszę cierpliwie czekać na kolejne uszczypliwości Pana Sławomira. Bo mądry on i uczony i pewnie zwróci mi uwagę na coś, o czym nie miałam pojęcia. Ale ja się zmieniłam, wiesz? Ja już nie muszę czerpać radości z tego, że codziennie mam tysiące czytelników. Już nie liczę swych gości, jak owiec przed zaśnięciem, czy jak barany o poranku. Nie czekam na kolejną cyferkę na liczniku czy kolejny rekord w statystyce. Nie obiecuję, że milionowemu gościowi mojego bloga wyślę swoje zdjęcie, moje noszone stringi czy przesiąknięty zapachem mojego ciała stanik. Nie chwalę się, że cały nakład mojej książki już się wyprzedał – w co jakże powątpiewałeś, że kiedykolwiek to nastąpi. Nie śledzę tak jak Ty każdego, który mi tutaj bruździ – chociaż potrafię to zrobić lepiej od Ciebie. Nie wchodzę na mój własny blog częściej niż robisz to Ty. Po prostu DOJRZAŁAM! Mam dystans zarówno do siebie, jak i do tego, co w swoim życiu robię, więc i do tego bloga także. Może Ty w swoich dwóch światach wszystkie wprowadzone wątki kończysz (bo mężczyznę niby poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy właśnie). Mężczyznę…
Może, gdy w poniedziałek masz biegunkę, to we wtorkowej notce powracasz do tego, co jadłeś w weekend, a w środowej, że kupę masz już w postaci stałej – i tu następuje jakiś homerycki opis Twojego porannego wypróżnienia. Ja mam prawo gubić wątki. Mieć gdzieś, że jakiś napaleniec z Częstochowy odlicza dni do mojego zerwania z jakimś stałym partnerem, by cieszyć się z tego faktu, tudzież by marzyć, by zająć jego miejsce. Bo nie wierzę, że jesteś tutaj od ponad 4lat tak zupełnie bezinteresownie? Niby czas Twój cenny, a zmarnowałeś go u mnie horrendalnie dużo. Setki, jeśli nie tysiące godzin. Chcesz mi na zamknięcie bloga wystawić fakturę? To pewnie się nie wypłacę…?
Mnie nie obchodzi czyjeś życie i wszystkie jego wątki przyczynowo – skutkowe. Wiem, że masz ZERO prawdziwego, partnerskiego, zdrowego życia towarzyskiego, więc nadrabiasz w Internecie. Kiedyś, gdy byłam głupiutką nastolatką którą czasem dotykały Twoje słowa postanowiłam Cię odnaleźć i… udało mi się. Poznałam Twoje nazwisko, zdobyłam zdjęcia, a nawet numer telefonu. A to wszystko długo przed tym, jak zacząłeś straszyć swoim wizerunkiem na Naszej-Klasie. Nawet nie wiesz, ile osób z Twojego najbliższego, niewirtualnego otoczenia do mnie napisało. Każdy podawał mi jakieś smaczki odnośnie Twojej osoby, z WIELKĄ prośbą, bym tego nie opisywała, a przede wszystkim, bym nie podawała nigdy danych owych osób, które Sławka Wielkiego I-szego odważyły się przedstawić w należnym mu, przybladłym świetle. Niegroźny świrem wydajesz mi się via Internet, podobnym osobnikiem wydajesz się dla wielu znajomych z reala. Człowiek nieznoszący porażek, sprzeciwów, zdania innego niż Twoje. I co z tego masz? Dumę? Radość? Każde miasto i każda wioska ma takiego swojego chłopka – roztropka, a że Ty uważasz się królem tych roztropnych, to już tylko i wyłącznie zasługa Twojego ego. Ja mam naprawdę udane życie niewirtualne, więc nie rozumiem, czemu miałabym tak jak Ty siedzieć na Necie, śledzić każdego gościa, każdemu odpisywać, udowadniać wszystkim, że IP 77.253.*.* podpisujący się różnymi nickami to jedna i ta sama osoba? Mam się smucić, że komentarzy jest tyle z tego tylko względu, że większość z nich wstawia mi jakiś zakompleksiony dzieciak? Musiałabym się nazywać Kowalska!
Sławek, skoro tak Cię ubodła moja notka o „boczkach” (a wszyscy wiemy, że bliżej Ci jest do „boczka”, niż do Adonisa) to czemu nie skorzystasz z rady i zamiast ruszyć dupę i zrzucić zbędne wałki, Ty ciągle płaszczysz swoje 4litery i dostajesz już zmarszczek na palcach od pisania mi porad Wujka Dobrej Rady czy Dziadka Samo Dobro…
Co mam Ci napisać żebyś w końcu był szczęśliwy? Bo wiem, że nie jesteś! Widzę, ile czasu zajmuje Ci Twój wirtualny byt, więc na pewno w realnym nie jest Ci tak „kolorowo”. Mimo tego, że wiele razy gotowałeś mi krew w żyłach (bynajmniej w nieseksualnym sensie), jest mi Cię po prostu, tak po ludzku żal. Gdy pisałeś nam wszystkim, że jesteś tak niesamowity, że modelki pchają się do Ciebie drzwiami i oknami, że musisz je w te ich chude dupcie wykopywać, a później, gdy wygrałeś pierwszą zagraniczną wycieczkę i okazało się, że nie masz z kim na nią pojechać, zrobiło mi się Ciebie naprawdę żal. Marzyłeś, bym pojechała z Tobą na te pięciogwiazdkowe All Inclusive? Że wreszcie będziesz mógł mi zaimponować czymś więcej niż rozbudowaną retoryką? Czego Ty ode mnie chcesz? Może kolejne notki o seksie, byś miał przy czym zażywać błękitne pigułki? Może opisać jakieś tragedie, które ewentualnie w moim życiu lub otoczeniu mają miejsce? Może pokazać faktury za sprzedane książki, byś mógł na mnie donieść do Urzędu Skarbowego? Może pokazać Ci korespondencję handlową odnośnie sprzedaży bloga za duże pieniądze? Gdybym tak jak to często „wnioskujesz”, chciała ciągnąć tego bloga dla pieniędzy, to już dawno miałby on nowego właściciela, a ja na swym koncie pokaźną sumę pieniędzy. Za samo przyjęcie wszystkich propozycji reklamowych, które admini chcieli na moim blogu umieścić miałabym zapewnione waciki do końca swojego życia. Co Cię we mnie tak naprawdę BOLI? Jeśli boisz się napisać to przez komentarz, to moja skrzynka pocztowa czeka. Przecież wiem, że masz świadomość, że takich dziewczyn jak ja są tysiące. Że SEX w XXI wieku to żadne tabu, żadne narzędzie, a czysta przyjemność. Czego Ci tak naprawdę szkoda? Że urodziłeś się te 10-20lat za wcześnie? Że pigułki antykoncepcyjne wymyślono za późno? Ciekawi mnie, czy 20lat temu walczyłeś z komunizmem tak zacięcie, jak obecnie walczysz ze mną? Nie – prawda? Bo do tego wówczas trzeba było mieć jaja, a tutaj wystarczy mieć szybkie łącze internetowe. Boli Cię, że czasem się wygłupiam i walę różnego typu tyrady z tezami których Ty się nie zgadzasz? Bawię się! Nawet słowem potrafię się bawić. Nie pokazałeś mi nigdy, że się mylę. To Cię boli? Że pierwszy nieomylny napotkał na swej drodze pierwszą nieomylną?! Król może być tylko jeden? Więc z miłą chęcią Ci ustąpię – tak, nie jestem mądrzejsza od Sławka! Przyznaję bez się do tego bez bicia tak jak dorośli przyznają się, że nie są mądrzejsi od piątoklasistów:) Ale gdy będę w jego wieku, to spojrzę na to z innej strony…
A co Wam, pozostałym czytelnikom tego bloga się we mnie nie podoba?
Odpowiedzi z wulgaryzmami nie będę w ogóle rozpatrywała;)

PS Sławek, jeśli moją polszczyznę ocenioną w elitarnym warszawskim LO na Bardzo Dobry, Ty nazywasz bełkotem, jeśli mój język, który z łatwością trafia do 99% czytelników (nawet nieletnich) Ty nazywasz niezrozumiałym, to naprawdę nie mamy już o czym rozmawiać. Komentuj tutaj sobie do woli na zmianę z tym swoim wiejskim włazidupcem, ja już nie będę Ci przeszkadzała.

A dla wszystkich, którzy tutaj dzisiaj przybyli i nie znają osoby Sławomira tak dobrze, jak pozostali tu obecni – krótka wzmianka to tej postaci.

Sławomir K. alias Sławek Kowalski, lat 39, alsolwent Zespółu Szkół Ekonomicznych w Częstochowie, samouk, gdyż w latach 90-tych XX wieku żadna polska uczelnia wyższa nie zapewniała takiego poziomu nauczania, który jego światły umysł mógłby należycie wypełnić. Albo jaki jego skromny wówczas intelekt mógłby przyswoić. Posiada honorowy tytuł magistra, inżyniera i chyba nawet doktora Weroholizmu. Osobnik, który od chwili, gdy pierwszy raz trafił na mój blog, jest tutaj codziennie. Ma ściągnięty cały blog na swój dysk, ma zachowany każdy komentarz. Studiował wszystko swojego czasu tak pilnie, jak Świadkowie Jehowy studiują Biblię. Pamięta, co, gdzie, kiedy i do kogo napisałam. Wyłapuje moje najmniejsze potknięcia (np. miał rozpisany mój cykl menstruacyjny i triumfował, gdy złapał mnie na tym, że pieprzyłam się w czasie okresu). Śledził każdego czytelnika, który w sporze Weronika – Sławomir był po mojej stronie. Wyzywał owe osoby e-mailowo oraz na ich blogach czy stronach internetowych np. od pustych dziewuch, które skończą co najwyżej jako hostessy w Tesco. Itd., itp…
 
Co bym nie napisała, jakiego tematu bym nie dotknęła, ów omnibus zawsze wszystko zaneguje, a mało tego – nakarze wszystkim tak mnie czytać, rozumieć i interpretować, jak robi to on. To właśnie on odkrył, że mężczyźni nie mogą być zbudowani, jak ja to opisuję, bo natura nie dała mu tylu intymnych centymetrów, więc skoro on nie ma tych 20cm długości, to pewnie nikt nie ma! To on odkryje pod jedną z notek, że nie da się ściągnąć prezerwatywy tuż przed wytryskiem, by zrobić kobiecie gorący, lepki prysznic na ciele. Wg niego nie da się tego zrobić, bo jemu gumka spada już w trakcie aktu seksualnego, a gdy przywiąże ją do członka gumką recepturką lub taśmą klejącą, to później nie potrafi jej ściągnąć nawet 10 minut po stosunku. To on będzie tak długo tłumaczył wszystko każdemu proWeronikowemu gościowi, aż tamten ulegnie lub odejdzie z tego bloga. Im więcej seksu w notkach, tym więcej jego aktywności. A jak zablokuję mu dostęp do bloga, ten prosi innych o przynoszenie mu jego treści w mailach. Tak, tak – on ma 39lat – to nie jest czeski błąd. On jest błędem częstochowskim. Klerycy jednak nie powinni mieć dzieci. Amen 



Proszę, napiszcie mi, gdzie wczoraj ok 14:00 pojawiła się jakaś wzmnianka o moim blogu, że tyle nowych osób tu przybyło?:) Z góry dziękuję za informację w komentarzach lub mailem:)

A tak grzebiąc sobie w… Sieci, znalazłam taką oto domniemynkę odnośnie tego, jak wyglądam. Zamieszczam to tutaj z racji tego, że szanuję czyjeś zaangażowanie i poświęcony mi czas, atakże przez to, że słowo „Jej” w zdaniu, że To Jej twarz napisał wielką literą. Nie wiem, czy kierowała Tobą, drogi Adamie S. ciekawość czy jakieś głębsze uczucie, ale dziękuję bardzo:) Wydrukuję i powieszę sobie na ścianie.
Aaa… i już chyba wiecie, dlaczego wycinek zarówno moich oczu jak i ust są wzięte z dwóch różnych zdjęć, na których te fragmenty mojej twarzy nie występowały prosto? Musiałam je poddać rotacji, by nikt sobie puzzli nie zrobił i za łatwo mnie nie ułożył. Pamiętamy pewnego podstarzałego łowcę modelek, który chciał wmówić mi, a tym bardziej Wam, że mam zeza. Czy teraz już wiesz, czemu zdjęcie nie było z fotki, jaką robi się podejrzanym na komendzie policji? Masz kilka takich zdjęć – prawda? Jaki artykuł? Paragraf? Jesteś na liście?
To ja?:)
Łooo, Matko Bosko!
Jak ja mam się dziwić temu, że w komentarzach pojawiają się różne dewocjonalia (nie, nie żadne tam przedmioty kultu religijnego ku czci św. Weroniki, ale brednie wypisywane przez różnego typu dewotów i dewotki), skoro jak się okazuje, połowa Polaków nie widziało nigdy w życiu nago swojego partnera. Nagość i wszystko co z nią związane jest w Polsce jakimś pieprzonym tabu. Każdy kto owego TABU dotyka, ten przez różnych popieprzeńców jest przyprawiany jak zepsute mięso w hipermarkecie. 
LUDZIE! Jest XXI wiek! Palenie na stosie albo kamieniowanie za współżycie bez świętego sakramentu małżeństwa skończyło się już dawno. Wywożenie na taczkach za rozwiązłość seksualną ostatni raz miało miejsce na kartkach powieści Chłopi! Co Was tak boli, że ktoś z seksu może czerpać więcej niż inni? Może mieć partnerów więcej, niż przykazał kościół katolicki (jednego, „poznanego bliżej” dopiero w noc poślubną). Jak czytam niektóre komentarze to myślę, że cofnęliście się w rozwoju do XVIII-XIX-stego wieku!
Przepraszam, że nie mogę w komentarzowni wprowadzić własnych rubryk, by prócz imienia lub ksywy, adresu e-mail i treści komentarza trzeba było wpisać:
Wiek:
Iloraz inteligencji:
Wskaźnik masy ciała BMI:
Wskaźnik uKATolicyzmowania:
Ilość partnerów seksualnych ponad tego jednego dozwolonego:.
Bo nie ukrywam, że jedyne komu może jakoś przeszkadzać mój tryb życia, to osoby, które w tychże rubrykach musiałyby wpisać wartości bardzo odbiegające od norm…

Ile razy mam powtarzać, że żyję dla siebie i naprawdę nie musicie mi po 10x pisać spod różnych nicków tych samych bredni? Czytanie tych głupot wręcz uwłacza mojemu intelektowi. Złośliwość jest cechą osób iteligentnych, więc niestety, większości z Was to po prostu nie wychodzi… Tak więc prócz bałaganu w komentarzach i wpisach w mojej księdze gości nic więcej nie wskuracie kolejnymi wyzwiskami. Wy macie swój obraz mnie, który można zapisać jako WWW (Wredna Wyuzdana Warszawianka), a ja mam ukształtowany obraz tych, którym przeszkadza mój sposób życia – DDD (Debilni Drobnomieszczańscy Dewoci). That’s ALL!

SEX to władza. Pieniądze to władza. Sex za pieniądze to jedynie wymiana form władzy…
Kto wie, z czego pochodzi powyższy cytat, ten wie, że to jedna z prawd oczywistych. Istnienie cywilizowanego świata opiera się na ciągłej pogoni za pieniądzem. Gdy jeszcze pieniądz nie istniał, była to pogoń za seksem – dzięki temu zeszliśmy z drzew, bo na ziemi jest się pieprzyć o wiele wygodniej, niż w gałęziach…;)
Gdy fenicjanie wymyślili pieniądz, to byt istot myślących opierał się na równoległej pogoni za seksem i pieniędzmi. Milioner chce być miliarderem, a miliarder bilionerem i tak będzie zawsze. Arabowie pławiący się w złocie, dolarach, nie mający już miejsca w swych skarbcach na kolejne miliadry dolarów nie spoczywają „na laurach” i drążą kieszenie wszystkich zmotoryzowanych tego świata. Oni robią to tylko i wyłącznie dla pieniędzy (dowodu przychylności Allaha). Reszta owe pieniądze zamieniałaby na inne formy władzy (tak, jak to robi 73letni włoski miliardero – polityk, dziadek Silvio Berlusconi z nastoletnimi kochankami).
Rozumiem rozgoryczenie tych, którzy nie mają żadnej władzy. Nawet władzy nawet nad swoim czworonożnym przyjacielem. Władzy nad kimś swojego gatunku w postaci pieniędzy czy seksu. Pozostaje tylko siedzieć i płakać w zaciszu swojego pokoju.
.
WY-rocznia…
Tak nazywał mnie pewien jegomość, który obecnie jest w miejscu, w którym powinien znaleźć się już dawno, DAWNO temu. W miejscu odosobnienia prawnego lub medycznego (czyli w więzieniu lub w psychiatryku)…
Wiem, że przez kilka lat prowadzenia tego bloga miałam wielki, WIELKI wpływ na ogromne grono ludzi. Osób zarówno płci męskiej, jak i żeńskiej. Osób nieletnich, które po prostu nie miały do kogo się z TYM wszystkim jeszcze dla nich „zakazanym” zwrócić oraz osób, które już trochę w życiu przeżyły i po prostu wstyd jest im jest pytać o TAKIE rzeczy osoby bliskie, więc wolą zwrócić się do kogoś obcego. Służyłam za poradnię uczuciową, seksualną, małżeńską. Byłam swatką, byłam dostawcą koni dla różnych chętnych do „jazdy” dziewczyn, oraz dostawcą Amazonek dla moich Koników. Służyłam swoimi poradami jako instruktorka seksu, oraz jako 1sza osoba, która dowiadywała się, że SEX przynosi czasem niechciane owoce (dziecko), oraz to właśnie ja miałam znaleźć metodę pozbycia się tego Owocu… Często spoczywała na mnie odpowiedzialność, która wiele osób pchnęłaby w psychologiczny obłęd albo w wirtualny niebyt. Ale ja trwam…
Co chcę przez to wszystko powiedzieć, przekazać? Gdy mam poradzić facetowi, czy ma się rozwieźć czy brnąć dalej w nieudane małżeństwo – sprawa i rada wydaje się prosta. Gdy mam poradzić, w jaki sposób pozbyć się dziewictwa, by nie bolało i by nie zajść w ciążę – też łatwy temat. Ale cóż mam poradzić, gdy poznaję kogoś, kto zazdrości mi tego, że mimo, że „zdobyłam” tylu facetów, że jestem z nimi na warunkach na jakich jestem (co w katolickiej Polsce przez wszystkie dewotki i impotentów nazywane jest kurewstwem) to nie czuję się dziwką, podczas gdy ona z każdym facetem czuje się skurwiona. I gdy poznaję bliżej Jej losy, to przeraża mnie Jej rzeczywistość. Ma obecnie naście lat, w domu rodzice alkoholicy, przemoc, kłótnie, więc robi wszystko, by chociaż na chwilę się od tego wszystkie oderwać, by jak najpóźniej wracać do patologicznego domu… To wszystko to… zrobienie dla faceta WSZYSTKIEGO, by chociaż przez chwilę poczuć się dla kogoś ważną, podmiotem, a nie przedmiotem. A to wszystko od wieku lat 12stu…
Albo kolejna, która zazdrości mi tego, że faceci tak się za mną oglądają, tak mnie pragną, a na nią jakoś tak nie patrzą. Bo za dużo kg, bo to i owo… I gdy radzę prosto, by zrzucić te kilka nadmiernych kg, to okazuje się,że to nie jest tak proste, bo dziewczyna porusza się na wózku, bilans energetyczny ma zawsze dodatni, to jak ma schudnąć? Jak ma zmusić męskie oczy, które zawsze poszukują idealnych wymiarów, kształtów, długich nóg, jędrnej pupy, by zwrócili uwagę na dziewczynę na wózku inwalidzkim? Co mam poradzić? Kazać czekać? Wierzyć w przeznaczenie? W to, że będzie lepiej? Ciężko, prawda?
Dlatego właśnie nie przejmuję się idiotami, którzy próbują mi tutaj cokolwiek napisać. Mam dystans. Jestem ponad ten gnój, który Polak Polakowi tworzy. Omijam z daleka twory natury, które na zasadzie trollizmu jedynie w Necie czują się wielkie i każdego chcą zrównać z błotem, bo w życiu realnym po prostu nie istnieją! Są cieniami przemykającymi się bokiem życia, zazdroszcząc innym brania go pełną pełną piersią rozmiaru 70 C.

Boczki…
Wybrałam się w ten weekend w miłym towarzystwie na rowerową przejażdżkę po podwarszawskich lasach. Kilkanaście kilometrów wzdłuż trasy jednego ze szlaków. Kilometr po kilometrze od warszawskiej miejskiej dżungli, w coraz bardziej leśną, dziką głuszę. I co po tej całej podróży przywiozłam do domu? Większość ludzi przywozi z takich wypraw jakieś ciekawe zdjęcia, szyszki, albo przynajmniej kleszcze czy inne tego typu leśne wytwory, ale ja przywiozłam takie oto spostrzeżenie…

Kilka kilometrów od cywilizacji, wśród leśnych dróżek, szlaków i bezdroży przejechaliśmy obok parkującego w środku lasu samochodu. Kilka spojrzeń w głąb auta wystarczyło, by wiedzieć, że nie jest to krajoznawcza wyprawa gajowych czy leśników, a chcąca się pieprzyć na łonie natury młoda parka. Tzn. pieprząca się w najlepsze, z lekką przerwą na zerknięcie, kto właśnie przejeżdża. OK, nie każdy ma wolną chatę, nie każdego stać na hotel, itp. Kilometr dalej kolejny samochód i kolejna taka parka. Ale ci już przynajmniej udający leśnych „turystów”. Dopiero co się rozłożyli na kocyku – wcale bez pełnego piknikowego kosza, w niekompletnym ubraniu, więc zapewne też nie przyjechali tu konsumować jedzenia, a co najwyżej – siebie. Na całej długości szlaku widzieliśmy jeszcze dwa takie samochody. Co je wszystko łączyło? BOCZKI! Wszystkie te wywiezione do lasu dziewczyny były… DUŻE! Grube, pulchne, wylewające się ze swoich ubrań, zawyżające ogólnopolski współczynnik BMI przynajmniej o kilka punktów. Gdyby to była plaża, to Greenpeace chciałoby te wszystkie wieloryby z powrotem wciągnąć do morza. Ale to na szczęście dla nich był las. To były dziewczyny, które po prostu faceci chcieli trzymać z daleka od cywilizacji, od ludzkich spojrzeń, by nikt ich razem nie widział. Skorzystać z ich łona, piersi czy ust oczywiście można, ale po cichu. Tak, by nikt ich razem nie ujrzał, nie powiązał. Boczek oczywiście ma z tego jakieś tam korzyści – może dobry sex, a może kochanek po wszystkim kupi jej w mięsnym jakąś mielonkę czy mortadelę, a facet dostał to, czego oni zawsze chcą…
Tak, tak, wiem… jestem wredna i podła. Śmieję się z tych, którym natura dała więcej (zazwyczaj kilogramów!). Ale prócz kilku wyjątków, które swoją otyłość zawdzięczają chorobom, którym naprawdę szczerze współczuję, to wszystkie te pozostałe boczki same sobie na to zasłużyły! Przeraża mnie to, że jako społeczeństwo, jako najwięksi amerykańscy dupowłazi, jako dawcy mięsa armatniego na wszystkie amerykańskie wojny, dajemy także tuczyć nasze Polki do rozmiarów, które w USA są już normą. A później wszystkie te boczki zamiast czerpać przyjemność od facetów na równych prawach i zasadach, brać z życia to, co jest im należne, zamiast z godnością iść przez świat, muszą przemykać się bokami (jak to na boczki przystało). Bokiem, z opuszczoną głową, by ich grupa gówniarzy nie wyśmiała na szkolnym korytarzu albo na ulicy, by ich nie wytkano palcem. A gdy już znajdą jakiegoś pragnącego ich wątpliwych „wdzięków” faceta, to w większości przypadków jest to po prostu układ smutnych konieczności. Ów facet to zazwyczaj ktoś w wieku starszym od ich ojca, albo jakiś młody totalny desperat, często traktujący je jak zwierzę.
BOCZKI, zróbcie coś ze sobą! Piszę to dla Waszego dobra. Idzie lato. Zamiast siedzieć w domu przed TV i płakać, że nikt Was nie chce, że boicie wybrać się na plażę, by w razie wejścia do wody ta nie wystąpiła z brzegów. Musicie coś z sobą zrobić, by nie robić z siebie zwierzyny leśnej, którą do miasta można sprowadzić co najwyżej w celu dostarczenia do zoo! 
Dziewczyny, gdy natura dała Wam trochę za dużo, to nie dajcie z siebie robić leśnego materaca! Leśnego, garażowego, piwnicznego, czy gdzie to tam prowadzi Was ten, który nie chce pokazywać się z Wami między ludźmi. Wystarczy, że przez kilka tygodni będziecie przebiegały trasę tak odległą, jak daleko od ludzkich spojrzeń wywożą Was ci wszyscy leśni Casanovowie, byście nie musiały być z nimi z ich dla Was wielkiej litości – jedynie na kilka chwil ich leśnej przyjemności. Skoro nawet ja potrafię w 2tygodnie zgubić „zbędne” 2kg (z 52 na 50), to Wy tym bardziej możecie zgubić Wasze zapasy! Nie piszę tu, że jestem zajebiście dumna z faktu, że jestem od Was lepsza, że za kilka chwil ze mną w jakimś warszawskim hotelu, faceci byli gotowi płacić kilkaset złotych za sam pokój hotelowy, bo nie liczy się ani miejsce, ani suma, ale fakt, że jest się dla drugiej strony (faceta) podmiotem, a nie przedmiotem. Nie jestem dumna nie z tego powodu, że to wstyd pieprzyć się z obcym facetem w jakimś fajnym miejscu, ale z tego powodu, że każdy powinien mieć takie same szanse i warunki. Chcecie złapać wilka w tych lasach, albo boreliozę od kleszczy wgryzających Wam się w dupska? 
Życie jest jak pozycjonowanie…
Życie jest jak pozycjonowanie… Do takiego wniosku doszłam bawiąc się w jedną z ostatnich sobót na weselu. Pojechałam na imprezę weselną gdzieś tam daleko od Warszawy. Do miasteczka z którego większość młodych ludzi już dawno uciekła. Jedni tuż po szkole podstawowej, za lepszą edukacją niż ta, którą otrzymaliby w miejscowym gimnazjum. Inni, mniej odważni tuż po szkole średniej, za dalszymi etapami nauki. A ci najmniej odważni, już bardziej z przymusu niż z chęci wyjazdu, tuż po ukończeniu szkoły średniej lub studiów za pracą do Warszawy lub jeszcze dalej (do Anglii, Irlandii, Szkocji, itd). 
I tak patrząc na bawiącą się młodą parę, mając w swoim organizmie już kilka „kolejek” za ich zdrowie, za ich „gorzką wódkę”, i za inne tym podobne okoliczności. Poznając historię ich poznania się (w Polsce mieszkali zaledwie kilkanaście kilometrów od siebie, a poznali się kilka tys. kilometrów od domu – w Anglii) doszłam do wniosku, że życie jest jak pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach internetowych. W Polsce zapewne nigdy by się nie poznali. Byliby jak wpisanie do google.pl słowa „Polska”, albo „szukam chłopaka, mężczyzny, towarzysza życia”, albo „chcę wyjść za mąż”.
Jedno i drugie poszukujące wśród polskiej, 38milionowej społeczności kogoś, kto w 100% odpowiada ich oddziecięcym marzeniom odnośnie tej drugiej połówki. No może nie wśród 38milionów, a przyjmując obostrzenie płciowe i widełki wiekowe, można wybierać spośród ponad miliona przedstawicieli płci przeciwnej w odpowiednim dla nas wieku. Ale im dalej w świat, tym więcej słów trzeba dopisać do okienka tejże życiowej „wyszukiwarki”. A wyników pojawia się coraz mniej. To coś jak poszukiwanie znajomych na Naszej-Klasie. Gdy wpiszemy Marcin, Warszawa – dostaniemy tysiące wyników, więc nawet żaden Marcin nam się nie wyświetli ponieważ wyników jest za dużo. Należy sprecyzować np. wiek. Dobrze, że to nie wyszukiwarka w którą można wpisać np. wzrost, wagę, miesięczny dochód czy długość członka, bo wtedy poszukiwania i wybór byłyby jeszcze trudniejsze…;)
Ale gdy to samo imię wpiszemy z miejscem zamieszkania za granicą, jakąś tam podlondyńską „dziurę”, to każdy taki znaleziony Marcin staje się wyjątkowym i godnym uwagi. Gdy dodatkowo okaże się, że ich polskie miejsca zamieszkania dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów, to jest… BINGO! To jest ten googlowski „szczęśliwy traf” i… i można się bawić na ich przyjęciu weselnym. To nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek, jaki znam, skoro 2 tygodnie wcześniej byłam na chrzcinach dziecka poczętego z innej, tak właśnie poznanej pary. Dawniej mówiło się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Teraz można to parafrazować do słów, że punkt widzenia zależy od miejsca… wstukania zapytania w wyszukiwarkę…;)
No właśnie – ma ktoś podobne doświadczenia? Poznanie się z kimś na końcu świata. Z kimś, kto tak naprawdę zawsze był obok, tuż tuż, gdzies niedaleko. Z kimś, na kogo uwagi by się nie zwróciło, ale z racji okoliczności i czasu (gdzieś tam po drugiej stronie Atlantyku lub przynajmniej Morza Północnego) wkradł się z końca wyników „życiowej wyszukiwarki” na „pole position”?
Wchodzi na mój blog jakaś nielata, która co rusz podpisując się innym pseudonimem pisze mi tutaj, jak już zapewne przeczytaliście BREDNIE totalne. Sławek też tak robił, ale robił to przynajmniej jak nie do mnie, to przynajmniej do innych czytelników mojego bloga, by oni patrzyli na mnie „w jedynie słuszny sposób”. A ta osoba pisze sama do siebie, sama sobie później w kolejnym komentarzu przytakuje, przyklaskuje (pewnie uszami – oślimi!).
OK, świat nie musi się składać tylko z ludzi mądrych, światłych, obeznanych w internecie, wszechstronnie uzdolnionych. Ludzi takich jak ja albo Doda… To ŻARCIK oczywiście!;) Nie każdy musi wiedzieć, że jedyny podpis jaki liczy się w Internecie to IP… No, ale nie będę tej osoby szukała, bo nie jestem Weronika Kowalska…
Mam swoje domniemanie, kim jest i jak wygląda owa osoba, i jeśli jesteś (osobo, bo pewnie nie domyślisz się, że jesteś podmiotem domyślnym tego wątku) taka odważna, jeśli tak wymagasz, bym wkleiła tutaj na moim blogu swoje zdjęcie, ksero dowodu osobistego, a najlepiej także numer karty kredytowej, to… może Ty zacznij od siebie? Ile masz lat? Jaką masz wadę wzroku (bo jestem pewna na 95%, że jesteś zapyziałą okularnicą). Jaki masz współczynnik BMI (sprawdź na www.google.pl przez wpisanie trzech liter „bmi” – co to jest i jak się to wylicza) Oraz bardzo mnie interesuje, jaki masz iloraz inteligencji, oraz do szkoły pod wezwaniem której świętej prowadzonej przez zakonnice w habitach jakiego koloru chodzisz… TRAFIŁAM, co? Jak w pysk strzelił…

Dobrze, że nie jestem krową, bo wtedy byłoby mi wstyd, że…
Wstyd, że mając czetery nogi, przewróciłabym się ze śmiechu czytając ostatnie komentarze i maile, które niedawno zaczęły do mnie docierać. Kiedy ludzie się nauczą, że głupotę naprawdę jest widać na pierwszy rzut oka, na drugie danie, na „do trzech razy sztuka”, na cztery fajerki, a także na piątą klepkę (tudzież jej brak).
Ostatnio widzę napada mnie tu jakaś osobniczka, która zarówno w komentarzach, jak i w mailach próbuje mi wmówić, jaka to ja zła jestem, głupia i tchórzliwa. Nie ona pierwsza, nie ostatnia, ale gdy widzę, że ktoś sprowadza mi na bloga i tak już mocno zapracowanego Boga, to po prostu nie daruję! Ona sprowadziła Go tutaj takimi oto słowami:

Weroniko R.
Dużo osób mogłoby postępować tak jak Ty, to w końcu żaden problem bo jest dużo atrakcyjniejszych z pewnością osób niż Ty. Jest tylko pewna różnica: w przeciwieństwie do Ciebie, niektórzy maja jeszcze szacunek dla innych, siebie i dla Boga! Ty jak widać tego nie posiadasz!

Nie używaj imienia Pana Boga swego nadaremno.. Tak więc zgrzeszyłaś droga Idiotko o wiele bardziej, niż grzeszę ja. Bo ja nie grzeszę. Nie uznaję seksu za grzech. Ale domyślam się, że Ty należysz do tych, którzy chcą zakazania sprzedaży prezerwatyw nieletnim, by ich nie deprawować. By w ogóle zakazać seksu przedmałżeńskiego, pozamałżeńskiego, seksu w dni niepłodne, bo seks ma być tylko po co, by klepać kolejne tak durne jak Ty owieczki (tudzież barany). 


HEH…

Tak sobie czytam te niektóre komentarze i… tylko HEH-nąć mogę. Ile Wy macie lat? Wy, którzy dziwią się, że w książce czy też na blogu podaję swój numer telefonu, więc pewnie można do mnie zadzwonić i usłyszeć: „Halo, tu Weronika <nazwisko>, słucham?”. Może istnieją jeszcze ludzie, którzy posiadają tylko jeden telefon komórkowy, ale ja ich posiadam kilka. Co nie jest żadną tam przechwałką, a po prostu życiową koniecznością.
Albo, że to, że opisałam, jak i w jakich okolicach się pieprzyłam 2-3lata temu, umożliwi rozpoznanie mnie, bo w Warszawie to się pewnie odbywa codziennie tylko jeden, w porywach dwa stosunki pozamałżeńskie na każdy milion obywateli… A każdy pieprzący jakąś wówczas małolatę od razu po stosunku biegł do domu, wchodził na mój blog, by sprawdzić, czy to przypadkiem nie stosunek z nim opiszę w kolejnej notce. ŚMIESZNI JESTEŚCIE!
A jeszcze śmieszniejsi są ci, którzy uważają że 16latka może posługiwać się językiem ojczystym bardziej rozbudowanie niż np. 25latka Jola Rutowicz. Bo dla niektórych napisanie zdania wielokrotnie złożonego to trud większy niż rozwiązanie równania z trzema niewiadomymi. Baa… dla kolejnych „niektórych” nie zrobienie błędu ortograficznego czy postawienie przecinka tam, gdzie należy to już fenomen! Daruję sobie dalsze drążenie, bo nie ma się co pastwić nad czyjąś ociężałością… Nie wierzycie, nie czytajcie. A na czas który spędzaliście nad moim blogiem, wypożyczcie sobie jakąś książkę, jestem pewna, że na pewno lepiej na tym wyjdziecie.

A ja się ostatnio postanowiłam przebranżowić. Natchnął mnie pewien mężczyzna, który pragnął się ze mną spotkać nie w „oczywistym celu”, ale tym razem w zupełnie innym. Za spotkanie ze mną proponował pieniądze. Przeliczając na godzinę którą miałam mu poświęcić – całkiem poważne pieniądze. Był gotów mi zapłacić nawet przed spotkaniem (wysyłając pieniądze na dowolne wskazane przeze mnie konto), nie mając żadnej gwarancji na to, że się z nim w ogóle spotkam. Ot, desperat. I… właśnie tym mnie tak zaintrygował, że owo „spotkanie” ze mną nastąpiło. Ciekawe, czy ktoś zgadnie, jaki dręczył go problem?

Od kiedy przestałam skakać z Konika na Konika… Hmm…, jak napiszę, że udostępniłam niektóre Koniki dziewczynom poznanym przez tego bloga, to pewnie zaraz >KTOŚ< oskarży mnie o stręczycielstwo?!;)
Oskarży, nie oskarży – napiszę, co myślę. Wiem, że mój blog miał wielki wpływ na wiele osób. Począwszy od nastolatek, które po przeczytaniu mojej książki nie chciały już dłużej czekać na swój pierwszy raz. Przez takie nastolatki, które nabrały dystansu do swoich przekonań typu, że miłość może być tylko jedna, do jednego faceta, że ślepo w niego patrzą, naiwnie się w nim kochają, itp. Teraz niektóre z nich nie chcą odmawiać sobie tego, co dobre, przyjemne, niezobowiązujące – a na stałe związki z miłości przyjdzie jeszcze czas. Niewątpliwie zmieniałam coś w świadomości dojrzałych kobiet, a nawet przejrzałych mężczyzn… Ale to wszystko jest „w normie”. 
Najbardziej „chodzą mi po głowie” takie osoby, które natchnęłam do tego, by pójść moją drogą. Zawsze je ostrzegałam, że to zła droga. Nie dlatego, że SEX jest zły, że orgazm pozamałżeński jest grzechem, albo że sex za „dziękuję kochanie” jest czymś lepszym niż sex za pieniądze lub prezenty. Ja to zawsze rozumiałam. Ja zawsze wiedziałam, że spotykam się z facetami tylko i wyłącznie dla przyjemności. Że niczego nie ryzykuję, bo ci moi faceci są z klasą i w razie czego mają o wiele więcej do stracenia, niż ja (swoje kochające kobiety, narzeczone, żony, autorytet, pracę, itp.). Tak więc można się było bzykać do upadłego nie bojąc się, że któryś mnie zacznie szantażować, namawiać na coś, na co nie mam ochoty, że któryś mnie porwie, wywiezie z Polski, sprzeda Turkom, itp. Ale od kiedy korespondują ze mną dziewczyny, które swoje „Koniki” poznają przez Net, przez ogłoszenia na portalach dla „spragnionych”, itp. zaczynam rozumieć, że moje „cichodajstwo” i ich cichodajstwo to dwa różne światy! Dwa kosmicznie różne CICHODAJSTWA!
Pewnie na ich miejscu nie spotkałabym się z 98% facetów, których poznałabym przez Net, przez e-maile, telefony czy SMS-y. Którzy mogą być KAŻDYM. Którzy mogą zrobić ze mną wszystko (bynajmniej nie w seksualnym sensie). Którzy mogą mnie odurzyć narkotykami czy „pigułką gwałtu” i… i wtedy już zupełnie zrobić WSZYSTKO. Wywieźć za granicę, nakręcić ze mną film pornograficzny, porobić zdjęcia. Kurdę, jeszcze kilka lat mi przybędzie i będę sama sobie pisała komentarze podobne do tych, których tu najwięcej…;-)
A póki co, Szczęśliwego Nowego Roku życzę!

Napisać notkę, żeby według statystyk i arytmetyki pewnego Arystotelesa tego bloga wyszło na to, że jednak żyję i piszę częściej, niż raz na dwa miesiące. Niech nasz ulubiony przejrzały nastolatek, przeżywający swoją drugą lub nawet trzecią „młodości” cieszy się, że jest gdzieś tam w Polsce kobieta, której jeszcze w swojej stajni nie miał. Wszyscy pamiętamy, jak pisał nam, że ogier z niego taki, że modelki pchające mu się do łóżka musi wyganiać drzwiami i oknami. A później, gdy na Naszej-Klasie, każdy mógł ujrzeć jego smutne lico, już nie tylko ja wątpiłam w te wszystkie obecne w jego życiu modelki. Więc ma mnie i nie chcę mu siebie odbierać. Nawet w tak okrojonej formie, jak te kilkadziesiąt słów raz na kilkanaście dni…
Drogi S. Słowa „drogi” używam kurtuazyjnie. Gdy jest się malutkim człowiekiem (czyli dzieckiem, byś zaraz nie pomyślał, że wyzywam Cię od maluczkich) i dostaje się nową lalkę tudzież samochodzik, to cieszymy się tą zabawką jakiś czas. Nawet dziecku, które ma duuużo wolnego czasu do zabawy i zeeero obowiązków, w końcu kaaażda zabawka się znudzi. Gdybym zobaczyła 15latka bawiącego się strażackim samochodem, który dostał, gdy miał 2-3latka, albo 15latkę z lalką- rówieśniczką, to coś byłoby w owej osobie dla mnie „NIE TAK”. Gdy ma się 10-15lat, dostaje się własny komputer, a gdy ma się 16-17lat zakłada się bloga. Później się dojrzewa i bloga już nie potrzeba, albo po prostu nie ma się dla niego czasu. Ma się coraz więcej obowiązków, coraz więcej inwestuje się w siebie, więc gdzie tu miejsce na bloga, który już swoje korzyści przyniósł?
Ale Ty wiesz lepiej, że piszę go, bo chcę nakręcić sprzedaż mojej książki (nakład jest już wyprzedany, a wznowienia Wydawca nie planuje). Mam zamknąć bloga, bo notki już nie ociekają nasieniem i potem? Tęsknisz za tym? Brakuje Ci tego, że nie możesz rozrysować w swoim kalendarzu mojego cyklu miesięcznego? I nadzieja, że gdy czerwone kropki znikną, to pojawią się nowe notki o seksie? DOROŚNIJ! Nie wymyślaj kolejnych ideologii, czemu dalej piszę, co chcę tym osiągnąć. Nie licz, co jaki czas pojawi się nowa notka, ile słów będzie liczyć, nie prorokuj o czym będzie. To, że potrafisz zacydować z pamięci każdą moją notkę, już wiem. Wyłuskać z setek stron tekstu, kiedy już o czym pisałam. Przeraziło mnie to, że Ty pamiętasz komentarze ludzi, którzy pojawili się tutaj 2-3lata temu. To już jest CHORE! Medycyna naprawdę robi postępy, więc może jest juz lek na Twoją przypadłość? Jak jest bardzo drogi i NFZ nie finansuje jego zakupu, to z miłą chęcią Ci go na Gwiazdkę sprezentuję. Tylko nie doklejaj już do swojego wozu strażackiego kolejnej drabiny, węża strażackiego, syreny, bo zabawka w postaci mojego bloga powinna Ci się dawno znudzić. A jeśli nie zabawka, to ciągłe jej okładanie, że już nie jest taka, jak gdy była nowa. I nie tłumacz się, że Ty tylko rozmawiasz tutaj z komentatorami. Ty ich tylko prowokujesz do rozmowy, do ochrony ich racji, albo mojej osoby. Do rozmów z komentatorami masz swój własny blog. Tu komentują moi goście, którzy gdy zechcą sobie z Tobą pogadać, to pójdą na Twój blog.

Wracając do polityki. Ktoś tu się pyta, czy Tusk i Kaczyński nie są równie godnymi kandydatami do opisania, jak niegdyś Lepper czy Giertych. Z małp w postaci członków Samoobrony czy LPR-u można się śmiać na sam ich widok i na każde wypowiedziane przez nich słowo. Że od małp oni nie pochodzą, tylko spadli z Nieba, gdy Adama i Ewę wygonił Bóg z Raju. O wypowiedziach Giertychów można napisać niemałą rozprawkę odnośnie dewiacji psychicznych. Obecni nasi rządzący tak naprawdę grają. To jeden wielki teatr. Są postacie główne, postacie drugiego planu i chórki. Tusk-plusk robi wszystko, by za 2lata zostać prezydentem, więc tak miękkiej kluchy to ja nie widziałam. Tzn. widziałam, i pewnie zaraz owa klucha się tutaj odezwie, że jest twarda jak stal.Chociaż za Wałęsą nie przepadam, to podpisuję się, że „Durnia mamy za prezydenta”. Gdyby nie opozycja i wolne od Kaczyzmu media, już dawno bylibyśmy w stanie wojny z Rosją o jakąś tam Gruzję, w stanie wojny z Niemcami o rurociąg północny (tudzież w ramach dogrywki za drugą wojnę światową), w stanie wojny ze Szwecją (w zemście za Potop Szwedzki sprzed wieków), itd. Malutki wzrostem Kaczyński za bardzo zapatrzył się na równie krótkiego Napoleona – tylko, ze Napoleon był kimś, a Kaczyński jest nikim. Zerowe poparcie społeczne. Zerowa wiedza odnośnie dzisiejszego świata. Ale akta IPN-u to pewnie zna na pamięć. Tysiące szaf Lesiaka i innych leśnych ludków. Po co mam o tym tu pisać, skoro każdy rozumny człowiek wie, że kto wziął czarownicę za żonę, a nie jest Harrym Potterem, ten niczego dobrego nie wyczaruje…

O jej… znów coś piszę:)

Ludzie naprawdę się zmieniają. Nie musi mi od razu przewracać się w głowie o 180stopni. Nie muszę ganiać codziennie do kościoła i leżeć godzinami krzyżem przed ołtarzem, za te wszystkie zerżnięte przeze mnie koniki, dorobione komuś rogi, itp. Dawniej, patrząc na komentarze pod tą notką triumfowałabym, że jednak miałam rację w sporze z pewnym emerytem, który odwiedza tego bloga (odnośnie np. giełdy, idiotyzmu partii prawicowych, więzień CIA w Polsce, itp). Teraz mogę się tylko uśmiechać, że sam kisi się w tym swoim sosie i słoju, jak ogórki z Biedronki mające parcie na szkło.

Życie jest za ciekawe, by spędzać go na kłótniach z jakimś cybernetycznym maniakiem. Mam swoje poukładane myśli, swoje racje i dobrze mi z tym. Nie każdy musi się z nimi zgadzać, nie muszę ich przed nikim bronić, bo są moje. Nie chcę mieć za sobą tabunu przytakiwaczy, co jest pewnie celem życia, co poniektórych tutaj obecnych.

Kilkadziesiąt notek temu zamieściłam notkę i fotkę Simona Mol’a Molende, oczywiście z nadzieją, że wkrótce ten czarny skurwysyn przejdzie do historii i proszę bardzo – dziś już użyźnia polską ziemię. Jakież było moje zdziwienie, że ktoś tutaj mu świeczkę „zaświecił” w komentarzowni na moim blogu. A czymże on sobie na to zasłużył? Bo czarny? Bo chory? Bo martwy? Tym optymistycznym akcentem, miłego Święta Zmarłych życzę;)


Tęsknicie z powodu mojej nieobecności?

Jeśli tęsknicie, to za czym, najbardziej?
Nieraz łapię się na tym, że zaglądając na ten blog, czytam go tak, jak wspomnienia kogoś zupełnie innego. Ludzie naprawdę potrafią się zmienić. Czasem uśmiecham się w duchu i mówię do siebie, że „TO BYŁY CZASY…”:)
Starzeję się. Gdybym obecnie, jako stateczna studentka robiła to, co zaledwie kilka lat temu i dodatkowo to wszystko opisywałabym, to stukałabym się w głowę… Nie, to niemożliwe. Jak tak można! Ja bym takiej młodej suczce, która dobiera się do mojego faceta dała… Te jej czarne kudły wyrwała przy użyciu depilatora…

Widząc, skąd do mnie trafiacie, czego u mnie szukacie, zrobiło mi się przykro, że blog już nie jest o tym, o czym był kiedyś. O gorącym, namiętnym, głośnym, wyuzdanym, ociekającym moim sokiem, moim potem, sokami i potem moich partnerów… SEXIE!
Gdy zaczynałam go pisać ponad 4lata temu, byłam niegrzeczną nastolatką, która po prostu pokochała SEX, od chwili, gdy po raz pierwszy go zaznała. Obecnie jestem… ciągle „niegrzeczną”, ale już nie nastolatką, a młodą kobietą. SEX ciągle jest dla mnie bardzo ważny, ale obecnie po jego uprawianiu wolę nie zasiadać do komputera i nie opisywać, jak cudownie mi dziś było, a po prostu zrobić mojemu mężczyźnie obiad, kolację, czy coś innego dobrego (w zależności od tego, kiedy się kochamy, albo gdzie). Miałam wielką ochotę otworzyć nowy blog, w którym po uzgodnieniu z moim facetem opisywalibyśmy (albo ja bym pisała, a on w tym czasie ponownie się do mnie dobierał) nasze gorące chwile. Jestem otwarta na fotki robione w sypialni, na intymne filmy, więc blog mógłby być naprawdę… gorący. Ale mając doświadczenia z blokowaniem przez administratorów tego mojego bloga za same opisy seksu, pewnie za fotki byłabym od razu aresztowana, a za filmy skazana na zaszycie cipki;) Tak więc pomysł naszego wspólnego bloga umarł śmiercią naturalną w zarodku. No, może czasami coś opiszę, ale o tym na razie szaaa…
A blog, jakiego poszukujecie, zaczynał się przed ponad czterema laty tak…:

„Jest niedziela. Jedyny dzień w tygodniu w którym mam czas porozmyślać
nad sobą. Za pół roku kończę 17lat. Będe pełnoletnia…
Może uda mi się do tego czasu ustatkować, „znormalnieć”, przestać robić
to, co robię, bo stanę się już dla nich starą dupą.. Jak Angelika w
„Psach” dla Franca Maurera.
Zmienię numer telefonu, adres e-mail przez które się z nimi kontaktuję.
Przestanę się ubierać w to, co podarowali mi ci dobrzy panowie, którzy
tak lubili ściągać później ze mnie swoje prezenty. Dają mi to wszystko
zapewniając, że to znikomy prezent od nich, bo prawdziwym prezentem to
jestem dla nich JA. Lubią mnie rozbierać z tego „opakowania” i później
przez kilkadziesiąt minut, czasem kilka godzin, a niekiedy i całą noc,
cieszyć się z tego, co znajdą pod nim. 17letnie ciało.
Jedni wyglądają przy mnie jak starsi bracia. Inni jak dobrzy wujkowie.
Inni w ogóle nie wyglądają, bo się ze mną nie pokazują publicznie -
wszystko odbywa się za przyciemnianymi szybami ich aut.. Kilka minut i
już mam na kilka nowych ciuszków. Na zabawę, odreagowanie, na
przyszłość. EASY MONEY ktoś powie? Na tym blogu postaram się udowodnić, że nie zawsze Easy:(„

- Nie, nie skończył się – powiedziała (napisała) Weronika i w tej samej chwili za głośnym kliknięciem klawisza Enter zbudziła córeczkę…
… córeczkę kuzynki, która przyjechała do Warszawy na operację.

A życiowy frustrat (Sławek) znów wtłacza w moją głowę swoje pożółkłe starością myśli. Po co piszę? By mi bloga jołopie nie zablokowali nieobecnością nowych notek. W odróżnieniu od Ciebie ja mam życie prywatne. Realne. Rodzinę. Przyjaciół. W odróżnieniu od Ciebie ja skończę uczelnię wyższą. A przede wszystkim nie spędzę reszty mojego żywotu między gigabajtami swojego bloga. Pisz sobie go do usranej śmierci i czepiaj się wszystkich z którymi się nie zgadzasz, jak Ojciec Dyrektor wszystkich którzy nie wpłacają daniny na Radio Maryja. Jesteś upośledzony na moim punkcie, ale tego już wyleczyć się nie da – kuzynka na szczęście czuje się coraz lepiej.

Dodano 26.07.2008 po kolejnym wycieku żółci ze Sławomira.
Sławomirze K. – ja się ośmieszam, że piszę coś na MOIM blogu? To Ty 38letni mężczyzno (obrażam mężczyzn mianując Cię tym zaszczytnym mianem) ośmieszasz siebie i męską populację. Od 4lat wchodzisz na mój blog i od 4lat piszesz mi te same brednie. Co się zmieniło w Twoim życiu od Twojego pierwszego komentarza u mnie? Prócz tego, że przybyło Ci lat, siwych włosów i kilogramów? NIC! Dzięki mnie stworzyłeś swojego bloga. Pieściłeś go tak, jak dorosły mężczyzna powinien pieścić swoją kobietę albo swoje dziecko. Ale Ty ich nie masz! Więc blog Twój był piękny, błyszczący, codziennie pisany, każde słówko i przecineczek przemyślany, każdy komentator otrzymywał od Ciebie postkomentarz i buziaka. Zgłosiłeś bloga do nagrody Onetu. Zabiegałeś o każdy głos tak, jak pusta kandydatka zabiega o głosy na Miss Publiczności. Twoje życie, Twoje prawo. Pisz sobie, podniecaj się ilością komentarzy, kręcącym się licznikiem. Ja mam to już za sobą. Ciebie też chciałam mieć za sobą, bo mnie nie interesujesz. Ty, Twoje komentarze. Mam organiczny wstręt do Ciebie. Skrobnę notkę raz na kilka miesięcy, ale Ty jej nawet nie potrafisz skomentować. Ty analizujesz. Po co ją napisałam. Którym palcem ją pisałam. Gdzie ten palec był chwilę wcześniej? Notka liczy zdanie, Ty się rozpisujesz na 20zdań. Wiem, że masz na moją osobę wyliczony algorytm i możesz pisać moje notki za mnie. Wszystko to wiem – nie musisz się powtarzać.

Ale kim TY, o WIELKI Sławomirze K. jesteś? Patrzę na Twój profil na Naszej-Klasie. 25zdjęć. Tak niedowartościowany jesteś? Pod każdym zdjęciem marzy Ci się tysiąc komentarzy, jaki jesteś cudny, przystojny, ile to kobiecych majtek właśnie nasiąka od podniecenia?
Masz w domu kota, tak, jak Kaczyński i z nim (z tym kotem) dopełnisz swojego żywota, bo takich ludzi jak Ty się po prostu unika, jako partnerów w czymkolwiek, o życiowych nawet nie wspominając… Myślisz, że nie pisali do mnie ci, którzy znają Cię na żywo? Pisali… Ty Gwiazdo z Bożej łaski. Ty Jupiterze Częstochowy…

A szkoły ukończyłeś tylko dwie. Studiowałeś za granicą, a może indywidualnie? A może jednak nie masz ukończonej uczelni wyższej? Wiem, że wielu geniuszy nie ukończyło studiów (a Ty oczywiście za geniusza się uważasz), więc rozumiem czemu tylko podstawówka i ogólniak… A czemu cała kariera tak wybitnej osobistości jak Sławomir K. rozwija się tylko w Częstochowie? Zapraszam na warszawskie wody, popływaj Rybko, specu od PR i wszystkiego innego. Na międzynarodowe wody – popraw wizerunek Polski w świecie.

Taki z Ciebie cwaniak, że wejdziesz co rano na mój blog i umieścisz komentarz. A może pokaż na Naszej-Klasie albo swoim blogu swoją żonę, swoje dzieci, swoje sukcesy życiowe i zawodowe. Chociażby samochód (domyślam się, że nie masz prawa jazdy). Wszyscy normalni, którzy mają jakiś powód do dumy (rodzinę), albo mniej normalni (dom, samochód) tak właśnie robią. Pokaż w co zamieniasz te wiele tysięcy PLN, które co miesiąc, specjalisto od wszystkiego zarabiasz.
Siedzisz cały dzień przed PC, pilnujesz jakiegoś serwera (żeby nie ukradli, bo wiedzy informatycznej jak wszyscy wiemy to Ty nie masz), klepiesz notki na swoim blogu, siejesz gorycz w komentarzach na blogach innych i tak wygląda Twoje prawdziwe życie. I ja mam się przejmować tym, co taki miękki członek napisze? NO WAY!

Czy notka adresowana specjalnie do Ciebie jest dostatecznie długa, że już „doszedłeś” i właśnie wycierasz paluchy w serwetkę, czy jeszcze coś napisać?

Z bloga Sławomira:

 
… Slawek, kiedy Ty zaczniesz szanowac swoich znajomych?  
    ~xxx
2008-07-24 09:53

 
~Sławek
2008-07-24 10:00
 
 
 
 
 ~xxx
2008-07-24 10:00
 
 
 
… chociaż inicjały tego naszego wspólnego znajomego?  
  Sławek
2008-07-24 10:02
 
… się dalej w tą dziecinade  
  ~xxx
2008-07-24 10:04
 
 Sławek
2008-07-24 10:06
 
 
 
… wystarczyło podać dwie literki i już bym wiedział,
czy to ktoś poważny czy kolejny dzieciak, który chce mnie wkręcić.
 Jest to zadanie dosyć skomplikowane, ale …
 
  Sławek
2008-07-24 10:23
 
… inicjałów :)  
  ~xxx
2008-07-24 11:48
 
~Sławek
2008-07-24 12:48
 
 


Tak wygląda bujne życie naszego 38latka. Tysiące komentarzy – głównie tych pisanych do samego siebie. Współczuję!


PS Czas reakcji masz lepszy niż mój monitor LCD. Ktoś, coś Ci napisze, a Ty po milisekundzie już zaczynasz odpisywać.


  • RSS